| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 |
| 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||
Tak nawet nie wiem jak zacząć, bo mam wrażenie, że wszyscy ten film widzieli, a przecież to nieprawda. Książka Chucka Palahniuka czekała 5 lat na ekranizację i - o czym dowiedziałam się ze zdumieniem - owa ekranizacja wcale nie przyniosła dużego dochodu w Stanach. Dopiero po wyjściu na DVD okazało się, że jest to sprawa popularna.
Fight Club to najładniejszy film o przemocy jaki widziałam. Przy czym zasadniczo zagadka oraz cała przyjemność polega na tym, że to wcale nie jest film o przemocy.Tak, to prawda, że skrócony opis wygląda tak, że dwóch gości (co wcale nie jest do końca prawdą) zaklada podziemny klub walki. Tak, to prawda, że w Fight Club wypadają zęby i pluje się krwią. Ale to wszystko i tak jest ładne i teledyskowe.
Pamiętam jak wyszłam z kina. Pamiętam jak nie odzywałyśmy się do siebie z moją przyjaciółką i gdzieś po 10 minutach odezwałam sie "Sabotaż (bo taką ma ksywkę moja przyjaciółka), ja nie wiem co ja mam o tym myśleć".
Nie dawało mi to spokoju i poszłam do kina tydzień później drugi raz. I tryumfalnie na przystanku oświadczyłam "ja wiem. Bo to w sumie jest komedia".
No w sumie trochę tak. Najczarniejsza z czarnych. Powstała z frustracji, to raz, ale z lęku przed rzeczywistoscią, to dwa.
Może nie znacie Chucka - to błąd. Ma chłopak łeb nie od parady. Jeśli powiem Wam, tym, którzy nie znacie, że główny bohater Fight Club po pierwsze ma pracę polegającą na badaniu opłacalnosci produkowania samochodów: ma alegorytm pod który podstawia dane - ilość wypadków spowodowana przez usterkę/koszty usunięcia usterki/koszty odszkodowań dla ofiar wypadków - jeśli odszkodowania wychodzą taniej, to usterki się nie usuwa. Jeśli powiem Wam, że w związku z tym całe jego życie polega na samotnym lataniu z miejsca wypadku na miejsce wypadku. Jeśli powiem Wam, że idzie do lekarza i mówi "cierpię na bezsenność, niech pan mi przepisze coś na sen, ja naprawdę cierpię" a lekarz mówi "niech pan idzie na grupę wsparcia mężczyzn z rakiem jąder to dopiero zobaczy pan cierpienie" i on idzie i uzależnia sie od chodzenia na grupy wsparcia - anonimowych alkoholików, żarłoków, chorych na nowotwory. I jeśli powiem Wam, że to dopiero początek filmu a Chuck miał wiele innych pomysłów, to myślę, że niektórych zachęcę a inni zostaną przy bezpiecznych "Mój chłopak się żeni".
Ale w tym wszystkim mnie osobiście zadziwia, że za każdym razem zapamiętuję z Fight Club (a widziałam go naprawdę ponad 15 razy) co innego. Na początku myślałam, że to jest krytyka tego bezsensownego życia, jakie wiodą ludzie w wielkich miastach - korporacja, samotność i zakupy zamiast przejrzenia no oczy, że w życiu liczy sie zupełnie co innego. Potem z kolei głównie dostrzegałam wątek całej alternatywnej rzeczywistości (i nie mogę napisać ani słowa więcej, bo może to czyta ktoś, kto nie oglądał). Ale Fight Club nie daje się łatwo zaszufladkować, bo jest sprytnym portretem zbyt wielu frustracji - nie bez powodu używam tego słowa po raz drugi - frustracja rodzi przemoc i jakby się ktoś z pierwszego roku socjologii uparł analizować ten film, to pewnie tyle by napisał w pracy rocznej. Jest portretem genialnym również od strony filmowej - mamy tu do czynienia z całym dobrze zaprojektowanym światem przedstawionym, rozpadającym się domem do którego przenosi się główny bohater, odgłosami xero w jego pracy i sprytną animacją mieszkania obrastającego w kolejne pozycje katalogo Ikea.
Z ostatniej projekcji zapamiętałam zdanie "ożenić się ? jak to się ożenić ? jesteśmy pokoleniem trzydziestoletnich chłopców". "I dziewcząt" dodam od sieie, bo wiele znam dziewczyn, które tak jak ja w gorsze dni odpalają Fight Club i za każdym razem znajdują w tym przepięknym śmietniku coś nowego.
To jeden z tych filmów, który TRZEBA znać. Moim zdaniem, genialny + najlepsza kreacja w karierze Pitta.
Film rzeczywiśce godny uwagi. Monotonne przytłaczające życie głównego bohatera przypomina egzystencję nas samych, co nadaje produkcj uniwersalności. Ponadto warto pochwalić za grę aktorską Edwarda Nortona i Brada Pitta, tym bardziej, że ich role nie należały do najłatwiejszych.



