| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 |
| 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||
Zastanawiałam się nad tym i nie znam nikogo, od kogo usłyszałabym „nie lubię filmów Allena“. Chociaż znam takich, którzy zastrzegają, że nie lubią dramatów, które kręcił w latach ‚80-tych. Ale dzięki temu wiemy, że Woody to nie jest taki dowcipny nowojorski intelektualista od komedii – jego obraz jako reżysera dopełniają właśnie te inne, naprawdę cieżkie filmy.
Ale zazwyczaj, i podobnie jest z „Annie Hall“ Woody wybiera drogę środka – opowiada o zagadnieniach poważnych (miłość, przeszłość, tożsamość) wplatając jednocześnie całą serię mini-skeczy, które błyszczą się od obserwacji obyczajowych. Mogłabym tutaj walnąć cały esej ilustrujący tę tezę, ale umówmy się, że miało być tylko o „Annie Hall“.
To jedyny film, którego fragmenty umiem cytować z pamięci (mam defekt mózgowy polegający na niemożności zapamiętania cytatu, więc pamiętanie dialogów z Annie Hall, tak jak niektórzy przyswajają Misia o czymś świadczy). Jeden z nich – nie czepiaj się masturbacji, to miłość z kimś, kogo się kocha – przeszedł do historii. To jest film o miłości, ale zdecydowanie innej niż filmy z Meg Ryan i Martą Żmudą-Trzebiatowską, zresztą ktoś przejrzał listę dialogową i stwierdził, że Alvie (główny bohater) nie mówi Annie ani razu, że ją kocha.
Alvie jest komikiem, znerwicowanym i przeintelektualizowanym – kiedy już będą razem, będzie dawał Annie książki tylko ze śmiercią w tytule, a do kina wybiorą się na „Smutek i współczucie“, trzygodzinny dokument o Żydach. Annie jest rozkoszną dziewczyną, używa staromodnych powiedzonek i wybucha śmiechem w najdziwniejszych momentach. Alvie chce żeby Annie rozwinęła się intelektualnie, wysyła ją na studia i do psychoanalityka i sam nie wie, że działa na własną zgubę. Tak mniej więcej wygląda streszczenie, ale najistotniejszy jest sposób w jaki cała ta historia jest opowiedziana, a może jeszcze bardziej istotne jest nagromadzenie tych drobnych obserwacji („rodzina Annie jest zupełnie inna niż moja“ mówi Alvie zaproszony na obiad „rozmawiają o starych ramkach“ ;„W szkole mieliśmy takie powiedzenie, że jeśli niczego w życiu nie potrafisz, to możesz jeszcze uczyć, a jeśli nie umiesz nawet tego, to uczysz WF-u. A ci, którzy byli już zupełnie do niczego uczyli w mojej szkole“). Najchętniej wyliczyłabym wszystkie moje ulubione sceny, chociaż wygrywa chyba ta, kiedy Alvie i Annie stoją w kolejce do kina, tuż przed bardzo głośno wygłaszającym poglądy na temat McLuhana (to ten, który wymyślił termin „globalna wioska“) facetem. Alvie nie może tego wytrzymać „ten facet pluje mi do ucha“ skarży się do Annie „ale najgorsze jest to, że nie ma pojecia o czym mówił McLuhan“; „ooo“ odzywa się na to tamten“ tak się składa, że wykładam teorię McLuhana na uniwersytecie“, „o, doprawdy ? Tak sie składa, że pan McLuhan jest tutaj właśnie, pozwól, dobrze, na chwileczkę“ na co prawdziwy Marshall McLuhan pojawia się w kadrze i mówi „taak, pan kompletnie nie zrozumiał moich prac“. „Och, gdyby tak mogło być w prawdziwym życiu“ mówi Alvie smutno do kamery . Właściwie cały ten film składa się z takich scenek, a jednocześnie w tych naprawdę zabawnych dialogach urzeka mnie jak to się ładnie mówi przenikliwa spostrzegawczość autora. I mimo satyrycznej konwencji ten film jest serio, wiemy że Alvie kocha Annie a przez to, że nie jest super-bohaterem o błyszczących zębach możemy się czasem z nim poutożsamiać.
Po raz pierwszy widziałam „Annie Hall“ kiedy miałam 8 lat i próbowałam sobie przypomnieć co takiego podobało mi się w tym filmie, być może sekwencja z Kopciuszkiem, a może odpowiedź na pytanie „jak to robicie, że tak długo jesteście razem i wam wychodzi?“ - „wie pan, mamy takie duże wibrujące jajo“. Od tamtej pory oglądam „Annie Hall“ kiedy tylko natrafi się okazja.
No koniec z kronikarskiego obowiązku powiem, że w 1977 roku „Annie Hall“ pokonała w oskarowym wyścigu „Gwiezdne Wojny“, ale – jak być może słyszeliście – Woody Allen nie pojawił się na ceremonii, poniważ w dniu w którym się odbywała tradycyjnie grał na klarnecie z New Orleans Marching and Funeral Band.
Taak trudno wybiera się to naj-najulubieńsze ;D A tak teraz troszeczkę nie na temat postu Słyszałam, że dzisiaj puściliście klip Cinema Bizarre. Dzięki Wam za to ;** Ja niestety wtedy Vivy nie oglądałam ;/ I mam prośbę. Moglibyście puszczać trochę częściej ich klipy? ^^ bo wiem, że w Polsce mają trochę fanów (głownie fanek xD) i może dzięki temu ich druga płyta ukazałaby się w Polsce i byłaby maleńka szansa na ich koncert tutaj^^. dziękuję z góry i pozdrawiam całą ekipę Vivy ;*



