| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 |
| 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||
Do kin wszedł właśnie Obywatel Milk Gusa Van Santa, na DVD niedawno ukazał się Paranoid Park i to dobry moment, żeby przypomnieć o filmie Słoń - filmie który w moim skromnym rankingu filmów ostatniego 10-ciolecia jest w pierwszej trójce, a może i wyżej.
Powszechnie uważa się Van Santa za reżysera filmów dziwnych, nietypowych, głównie ze względu na "Moje własne Idaho" i "I kowbojki mogą marzyć". To nie są moje ulubione filmy. Jednak zapomina się, że jest on również reżyserem bardzo hollywoodzkiego "Buntownika z wyboru" i świetnej czarnej komedii z Nicole Kidman o prezenterce pogody, która robi karierę po trupach (dosłownie).
Za Słonia Van Sant dostał Złotą Palmę w Cannes, chyba jedyną teraz nagrodę filmową, która rzeczywiście świadczy o wysokiej jakości.
Ostatnio krążył w telewizji, obejrzałam go ponownie i znowu pozostawił mnie w dręczącym zawieszeniu domagającym się rozmowy, takim, jakie pozostawiają rzeczy które zwykło sie nazywać dziełami sztuki.
Słoń to rzecz o czymś, co zdarzyło się naprawdę w Stanach. W 1999 roku w szkole średniej Columbine dwóch chłopców zabiło 12 swoich rówieśników, raniło 24, zabiło jednego nauczyciela, poczym popełniło samobójstwo. Jeśli poczytacie o tym więcej, okaże się, że ci chłopcy nie byli członkami gangów, nie pochodzili z patologicznych rodzin - przeciwnie - mieli doskonałe oceny, jeden pisał wiersze i pamiętnik, drugi prowadził kilka stron internetowych i chciał studiować informatykę. Jednak w pewien kwietniowy wtorek obwieszeni bronią weszli do swojej szkoły z nadzieją, że uda im się zastrzelić 250 osób. Przygotowywali się do tego przez rok.
To świetny temat na film, zresztą obydwaj chłopcy zdawali sobie z tego sprawę, rozmawiali o tym przed całym zdarzeniem. To świetny temat na film sensacyjny, oskarżycielski - kto do tego doprowadził ? Szkoła ? System ? Gry komputerowe ? Wymarzony temat dla Faktu.
Ale oto co się dzieje - filmu nie kręci Superstacja, tylko reżyser filmów "dziwnych", wrażliwiec, outsider hollywoodu. I odnosi totalny sukces. Bo Słoń opowiadający o wydarzeniach sensacyjnych może wydawać się filmem nudnym. Nic się nie dzieje. Nic. Jakiś chłopiec robi w parku zdjęcia parze młodych punków. Inny chce wyjść na przechadzkę ze swoją dziewczyną. Popularne dziewczęta dystkutują o węglowodanach i zakupach. I tak przez 2/3 filmu. Nuda.
I właśnie w tej nudzie leży cały artyzm Słonia. Jak zrobić film, o którym prawie wszyscy wiedzą jak się skończy, ale tak, żeby zakończenie jednak było nieoczekiwane. Gus pokazuje ten dzień tak, jak możliwe, że on wyglądał - składający się z dziesiątków małych wydarzeń, tego, że ktoś idzie na boisko, ktoś inny musi zostać po lekcjach, ktoś wywołuje zdjęcia. Żadnych ekscytujących wydarzeń, bowiem - cóż za odkrycie - życie nie jest na codzień ekscytujące. Sekwencje które oglądamy są trochę rozmarzone, senne, ujęcia długie do granic wytrzymałosci współczesnego widza, sceny się powtarzają widziane z różnych punktów widzenia.
Nie ma żadnych odpowiedzi, odpowiedzi możecie udzielać sobie sami, mówi Gus, ale czy chcecie ? Czy jest sens ? Moc Słonia tkwi w braku odpowiedzi, ale jeszcze bardziej chyba w czymś co jest już mistrzostwem reżysera - w sposobie pokazywania tych amerykańskich nastolatków. Z jakąś czułością, z pamięcią o tym jak czuje się człowiek w wieku 17 lat, kiedy nie jest jeszcze dorosły, ale już sam musi sobie radzić. Beverly Hills 90-210 tego nie potrafi, nie ma zresztą takich ambicji. Kiedy oglądałam Słonia miałam wrażenie, że kamera uchwyciła coś, czego nie potrafia zrobić reportaże o młodzieży, może dlatego, że Van Sant kręcił Słonia trochę tak, jakby sam pamiętał jak to jest mieć te 17 lat. I tak naprawdę dopiero taka perspektywa pozwala zadać sobie to pytanie "ale dlaczego do tego doszło ?". Nie perspektywa sensacyjna, z Salmą Hayek i Samuelem L. Jacksonem - wtedy czulibyśmy, że ogladamy film, że jest bezpiecznie bo to się nie dzieje naprawdę. Ale my oglądamy zwyczajny wtorek w szkole, bo to był zwyczajny wtorek w szkole i kiedy pojawiają się napisy końcowe, nikt z widzów nie ma śmiałości odezwać się pierwszy. Co jak wiadomo jest, jak już zostało to wcześniej powiedziane, domeną rzeczy, które zwykło nazywać się dziełami sztuki.
Naprawdę świetna recenzja. Nie widziałam tego filmu, ale zobaczę na pewno. Uwielbiam twój program, pozdrawiam ;)



